Biegłam ulicami Londynu a ludzie odlądali się za mną jak bym była jakąś wariatką, chociaż wcale nią nie byłam. Przecież to normalne że ktoś zareaguje na coś wybuchowo. Zwłaszcza jeżeli całkiem obcy facet się na ciebie rzuci. Co nie jest ani trochę normalne. Prawda? Ale mniejsza o to czy ja byłam normalna. Bo to jest pewne. Jeżeli on rzucał się na dziewczynę która nic mu nie zrobiła to raczej nie był do końca normalny. Może i był czyms wzburzony ale czy nie lepiej żeby poszedł sobie powdychać tą swoją nikotynę i poniszczyć sobie płuca co doprowadzi go do zadyszki podczas zabawy z dzieckiem w wieku 30 lat oraz raka płuc w wieku 50 lat.
W końcu dobiegłam do parku i usiadłam na ławce.
- Zgubiłaś się?- usłyszałam czyjś głos.
Spojrzałam do góry i zobaczyłam całkiem przystojnego blondyna.
- Jak masz na imię?- zapytał ponownie chłopak.
- Muffie.- odpowiedziałam lekko zdziwiona że ktokolwiek na mnie zwrócił uwagę.
- Michael ale przyjaciele mówią na mnie Lele.- podał mi dłoń.- Mogę?- wskazał na miejsce obok mnie.
- Jasne.
Chłopak usiadł obok mnie.
- To co zgubiłaś się?
- Można by tak powiedzieć.
- Co to znaczy?
- Wkórzył mnie kumpel mojego kuzyna i wybiegłam z domu a teraz nie wiem gdzie jestem. Więc tak zgubiłam się.
- Musi być serio okropny skoro jest nie miły dla tak wspaniałej dziewczyny. Ja bym tak nigdy nie zrobił.
- Jest całkiem spoko. Lubiłabym go gdyby nie to że się na mnie uwziął. Właściwie to wszystkie dziewczyny go uwielbiają a chłopcy uważają za wzór do naśladowania. Na pewno go kojarzysz.
- Tak?
- Zayn Malik?
- Jeżeli to jest kumpel twojego kuzyna to kim jest twój kuzyn? Justinem Bieberem?- zaśmiał się Lele.
- Louis Tomlinson.- uśmiechnęło się i zadrżałam z zimna.
- Zimno ci?- zapytał.
- Nie.
- Ta jasne.- pokręcił głową. Zdjął bluzę i zarzucił mi ją na ramiona.
- Wiesz gdzie mieszka One Direction?- zapytałam.
- Jasne. Moja siostra tam ciągle koczuje. Jest ich mega fanką.
- Mam pomysł. To może spotkamy się jutro a ją załatwię jej ich autografy.
- Super!
- To jak ma na imię?
- Melanie. To gdzie się spotkamy? Może w kafejce niedaleko twojego domu?
- A gdzie jest mój dom?
- Na Sloane Street. A dom już rozpoznasz.
- Ok to do zobaczenia.- wstałam i zaczęłam zdejmować bluzę.
- Zatrzymaj. Oddasz mi jutro. A i jeszcze jedno. Musisz iść prosto na skrzyżowaniu w prawo, potem w lewo i znowu prosto. No a potem jesteś już w domu!
- Pa.- powiedziałam i ruszyłem we wskazanym kierunku.
Szłam już dłuższą chwilę i właściwie widziałam już dom kiedy nagle usłyszałam głośne wycie silnika. Po chwili z za zakrętu z zawrotną prędkością wyjechało czarne BMW a zaraz potem następne. Kiedy miało mnie pierwsze przystanęłam i pokazałem kierowcy środkowy palec. Kiedy już miałam iść dalej drugi samochód wjechał w kałużę obok mnie a na mnie opadły kaskady wody.
- Co za debil?!- powiedziałam i ruszyłam w stronę domu.
Kiedy wyszłam do środka do holu wpadł Lou.
- Boże Muffie tak się martwiłem!- powiedział i chciał mnie przytulić.
- Louis nie!- uprzedziła go.- Ktokolwiek mnie teraz dotknie padnie trupem więc lepiej mnie nie dotykaj.
- Ok, ok. Leć do pokoju się przebrać.
Ruszyłam do swojego pokoju zostawiając za sobą małe kałuże wody. Niestety prawie na samej górze schodów wymyśliłam się.
- Ała!- jęknęłam.
- Co się dzieje?- ze swojej sypialni wyszedł Harry. Kiedy mnie zobaczył od razu do mnie podbiegł i zaczął pomagać stanąć na nogi.
- Ała ale to bolało...
- Pomasować?- zapytał Hazza.
Popatrzyłaś na niego zdziwiona.
- Nie dzięki.
- Na pewno?
- Tak!
- Ale pamiętaj że moja propozycja jest długo terminowa.
- Okay postaram się zapamiętać.- uśmiechnęło się krzywo i łączymy krokiem ruszyłam do sypialni.
- Jak wytłumaczysz Louis'owi to że chodzisz tak jakby cię ktoś nieźle wypieprzył?
- Tego jeszcze nie wiem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz