Otworzyłem drzwi i weszliśmy do mojej sypialni.
- To o co chodzi?- zapytał zatrzymany Liam.
- Wiesz o tym że moją siostra Jesy ma synka Will'a który nie ma ojca bo nikt oprócz niej nie przyznał się do pośadania takiej wiedzy a ona nie chcę nam powiedzieć kto to.
- Wiem.- powiedział Payne drapiąc się po brodzie.
- Więc dzisiaj Louis powiedział że wie kto jest ojcem.
- I co w związku z tym? Może Jesy nie chce znać taty Will'a? Albo twierdzi że nie będzie on dobrym ojcem?
- Ale nie o to chodzi!
- A o co?
- O to że może nie był to przypadkowy facet tylko ktoś kogo znała lepiej.
- A co to zmienia?
- Dużo gdyby powiedziała o tym rodzicom moje życie towarzyskie nie byłoby ruiną. Miałabym pewnie chłopaka, znajomych z którymi chodziłoby na imprezy.
Oparłam głowę na ramieniu chłopaka.
- To nie fair...- westchnęłam.
- Życie jest nie fair.- powiedział Liam i oboje się zaśmialiśmy.- Ale wydaje mi się że nigdy nie było.
- Czemu?
- Bo zostawiła mnie dziewczyna którą kochałem nad życie i zrobiłbym dla niej wszystko.
- To czemu o nią nie zawalczysz?
- Bo ona mnie nie kocha.
- Czyli nie masz nadziei?
- Jakąś tam mam...
- Widzisz? Ja jej nie mam. Moje życie towarzyskie leży i kwiczy.
- Ale ja nie mam nadziei na nią.
- Aha.
Gwałtownie wstałaś z łóżka na którym siedzieliśmy.
- Koniec tych smutków.- oznajmiłam.
Liam popatrzył się na mnie dziwnie.
- Co masz zamiar robić?- zapytał.
- Gotować.- powiedziałam.
- A umiesz?
- Nie. A ty?
- Też nie.
- A czy ktoś w tym domu umie gotować?- zapytałam.
- Harry. Jest w tym całkiem niezły ale wątpię czy zgodzi się coś z nami ugotować.
- W takim razie ją spróbuję go przekonać.
- Okay. Tylko przygotuj się na porażkę.
Wyszłam z pokoju i ruszyłam do drzwi sypiani Hazzy. Zapukałam.
- Proszę!- odezwał się zachrypnięty głos.
Pchnęłam drzwi i weszłaś do środka.
- Mam do ciebie prośbę.- oznajmiłam.
Chłopak wyraźnie się ożywił.
- Tak?
- Ugotuj coś ze mną i Liam'em.
Harry zrobił smutną minę. Widać że miał nadzieję że poproszę go o coś innego.
- Okay.- powiedział i wstał z fotela na którym siedział.
Podbiegłam do niego i mocno go przytuliłam.
- Dzięki.- powiedziałam.
- Nie ma sprawy.- odparł.
Oderwała się od niego i wubiegłam na korytarz.
- Liam! Zgodził się!- krzyknęłam.
- Super.- mruknął nieco przytoczony chłopak.
O co mu chodziło? Najpierw się cieszy o potem strzela fochy. Nie rozumiem chłopaków.
poniedziałek, 27 października 2014
Summer Love 8 "Nie rozumiem chłopaków"
wtorek, 21 października 2014
Summer Love part 7 "Nie kłam"
Gwałtownie odsuneliśmy się od siebie i odwróciliśmy głowy w stronę skąd dochodził oddgłos chrząknięcia. Zobaczyliśmy Louisa, który nie powiem nie wyglądał na kogoś kto zaraz ma się popłakać ze szczęścia wręcz przeciwnie był trochę zdenerwowany. Harry zrobił krok w tył.
- To ja może sobię pójdę.- oznajmił Loczek i biegiem ruszył po schodach jak mniemam do swojej sypialni czyli azylu gdzie Lou nie mógł mu nic zrobić.
Ja też odwróciłam się na pięcie i już chcialam iść do ogrodu jednak mój kuzyn chwycił mnie za nadgarstek i tym samym nie pozwalając mi odejść.
- Muffie możemy porozmawiać?- zapytał Tommo chociaż dobrze wiedziałam że jedyna odpowiedź jaką oczekuje to odpowiedź twierdząca.
- Ok.- odparłam mając nadzieję że ta rozmowa nie będzie moją ostatnią.
Ruszyliśmy do salonu i usiedliśmy na dużej, białej kanapie.
- Wiem Muff co myślisz o tym wszystkim. Wiem że nie znosisz tego że nie chcemy żebyś spotykała się z chlopakami, chodziła na imprezy. Wiem że masz dość tych naszych gatek o odpowiedzialności. Ale to tylko i wyłącznie dla twojego dobra.
- Ale ja tego nie rozumiem po co to wszystko? Ja nie jestem Jesy, nie jestem taka jak Jesy. Więc nie popełnię błędów które popełniła ona.
- Wiem że tego nie zrobisz ale my chcemy ci w tym pomóc.
- Niszcząc mi życie?!
- Wiesz czemu nie chcę aby twoja relacja z Harrym była w znacznie bardziej zaawansowanym stadium?
- Powiedziałeś to tak jakby miłość była chorobą.
- Bo czasami właśnie nią jest. Kiedy omami nas tak że zgodzimy się na wszystko o co poprosi nas druga osoba. Kiedy nie ważne jest dla nas co mówią inni i idziemy tak gdzie chcemy z klapkami na oczach. Kiedy zamiast racjonalnie myśleć podejmójemy decyzje pod wpływem impulsu tak jak zasugeruje nam ukochana osoba. To jest już choroba.
- Ale co to ma wspólnego z Harrym?
- Harry to cudowny chłopak. Może właśnie dlatego dziewczyny zakochują się w nim na zabój, dają mu rzaczy których on nie potrzebuje a potem nawet ne będąc świadomym on łamie im serca.
- Mogę zadać ci jeszcze jedno pytanie?
- Jasne.
- Co Harry i to że czasm miłośc jest jak choroba ma wspólnego z tym że Jesy zaszła w ciążę?
- To że jest więcej osób takich jak Styles i właśnie w jednym z nich Jesy zakochała się do szaleństwa. Nie umiała mu odmówić i teraz mają dzidziusia.
- Wiesz kim jest ojciec.- stwierdziałam.
- Obiecałem obydwojgu że nikomu o tym nie powiem.
- Czy to jest ktoś kogo znam?
Lou podniósł się z kanapy i pogładził mnie po głowie.
- Ja spadam. Idę ze Stanem na piwo.- oznajmił i zmył się nie odpowieadająz na moje pytanie.
To mi się ani trochę nie podobało. On wszystko wiedział ale milczał jak grób. Wiedział co przechodzę ja, co przechodzi cała rodzina i nic nie powiedział? Może to wszystko nie było winą klubów i imprez tylko jej albo jego nie uwagi.
Właśnie tak rozmyślając wspinał się po schodach na piętro aby zamknąć się w moim pokoju i w spokoju pomyśleć jednak na mojej drodze stanął Liam który widząc moją zmartwioną minę wyraźnie się zasmucił.
- Co się stało?- zapytał.
- Nic.- odparłaś kręcąc głową.
- Nie kłam.- Payne położył mi rękę na ramieniu.- Mi możesz powiedzieć.
- Chodź do mnie do pokoju to ci opowiem.
- To ja może sobię pójdę.- oznajmił Loczek i biegiem ruszył po schodach jak mniemam do swojej sypialni czyli azylu gdzie Lou nie mógł mu nic zrobić.
Ja też odwróciłam się na pięcie i już chcialam iść do ogrodu jednak mój kuzyn chwycił mnie za nadgarstek i tym samym nie pozwalając mi odejść.
- Muffie możemy porozmawiać?- zapytał Tommo chociaż dobrze wiedziałam że jedyna odpowiedź jaką oczekuje to odpowiedź twierdząca.
- Ok.- odparłam mając nadzieję że ta rozmowa nie będzie moją ostatnią.
Ruszyliśmy do salonu i usiedliśmy na dużej, białej kanapie.
- Wiem Muff co myślisz o tym wszystkim. Wiem że nie znosisz tego że nie chcemy żebyś spotykała się z chlopakami, chodziła na imprezy. Wiem że masz dość tych naszych gatek o odpowiedzialności. Ale to tylko i wyłącznie dla twojego dobra.
- Ale ja tego nie rozumiem po co to wszystko? Ja nie jestem Jesy, nie jestem taka jak Jesy. Więc nie popełnię błędów które popełniła ona.
- Wiem że tego nie zrobisz ale my chcemy ci w tym pomóc.
- Niszcząc mi życie?!
- Wiesz czemu nie chcę aby twoja relacja z Harrym była w znacznie bardziej zaawansowanym stadium?
- Powiedziałeś to tak jakby miłość była chorobą.
- Bo czasami właśnie nią jest. Kiedy omami nas tak że zgodzimy się na wszystko o co poprosi nas druga osoba. Kiedy nie ważne jest dla nas co mówią inni i idziemy tak gdzie chcemy z klapkami na oczach. Kiedy zamiast racjonalnie myśleć podejmójemy decyzje pod wpływem impulsu tak jak zasugeruje nam ukochana osoba. To jest już choroba.
- Ale co to ma wspólnego z Harrym?
- Harry to cudowny chłopak. Może właśnie dlatego dziewczyny zakochują się w nim na zabój, dają mu rzaczy których on nie potrzebuje a potem nawet ne będąc świadomym on łamie im serca.
- Mogę zadać ci jeszcze jedno pytanie?
- Jasne.
- Co Harry i to że czasm miłośc jest jak choroba ma wspólnego z tym że Jesy zaszła w ciążę?
- To że jest więcej osób takich jak Styles i właśnie w jednym z nich Jesy zakochała się do szaleństwa. Nie umiała mu odmówić i teraz mają dzidziusia.
- Wiesz kim jest ojciec.- stwierdziałam.
- Obiecałem obydwojgu że nikomu o tym nie powiem.
- Czy to jest ktoś kogo znam?
Lou podniósł się z kanapy i pogładził mnie po głowie.
- Ja spadam. Idę ze Stanem na piwo.- oznajmił i zmył się nie odpowieadająz na moje pytanie.
To mi się ani trochę nie podobało. On wszystko wiedział ale milczał jak grób. Wiedział co przechodzę ja, co przechodzi cała rodzina i nic nie powiedział? Może to wszystko nie było winą klubów i imprez tylko jej albo jego nie uwagi.
Właśnie tak rozmyślając wspinał się po schodach na piętro aby zamknąć się w moim pokoju i w spokoju pomyśleć jednak na mojej drodze stanął Liam który widząc moją zmartwioną minę wyraźnie się zasmucił.
- Co się stało?- zapytał.
- Nic.- odparłaś kręcąc głową.
- Nie kłam.- Payne położył mi rękę na ramieniu.- Mi możesz powiedzieć.
- Chodź do mnie do pokoju to ci opowiem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)