wtorek, 30 września 2014

Summer Love part 6 " Nie będę się przytulać do kolesia w różowych kapciuszkach"

Całkiem zażenowania po tym co się stało ledwie 15 minut temu zaszłam po schodach na dół. Z tego wszystko nawet nie wzięłam kąpieli tylko szybki prysznic bo po tej całej sytuacji pewnie zacznę cierpieć na braniokompielo fobię.
- Co u ciebie? - zapytał Niall który obrzerał się żelkami siedząc na kanapie.
- Masakra.
- A to niby czemu?- zapytał ponownie.
- Szkoda gadać.- zbyłam go i ruszyłam do kuchni.
Wogóle to co wydarzyło się przed chwilą było straszne ale jeszcze gorsze jest to że muszę mieszkać pod jednym dachem z facetem który nie cały kwadrans temu widział mnie całkiem nagą. Ale w sumie może to wcale nie jest najgorsza rzecz jaką mogła mnie spotkać? Nie wiem.
Kiedy stałam i należałem sobie soku do szklanki podszedł do mnie Harry.
- Muffie?- powiedział tym swoim zachrypniętym głosem.
- Słucham?- zapytałam odwracając się w jego stronę.
- Nie mów słucham bo cię wyrucham.- powiedział po czym zaśmiał się że swojego żartu.
Spiorunowałam go wzrokiem.
- Mam do ciebie pytanie.- oznajmił.
- Tak?    
- Czy kiedykolwiek mi wybaczysz?
Zastanawiałam się chwilę.
- Jasne. Jak tylko założysz kapcie króliczki –powiedziałam i uśmiechnęłam się zadziornie.
Zrobił dziwną minę, ale ruszyliśmy po schodach do jego pokoju gdzie ściągnął swoje buty i założył kapcie. Zaczął dreptać w jednym miejscu z dziwną miną co wywołało u mnie śmiech. Usiadłam na podłodze i zaczęłam płakać ze śmiechu.
- Teraz chodź się przytulić –  rozłożył ręce.
- Nie – pokręciłam głową. – Nie będę się przytulać do kolesia w różowych kapciuszkach.
- A zakład? – zapytał i schylił się do mnie.
- Nie. Harry. Co ty robisz? – znowu zaczęłam się śmiać. Chłopak wziął mnie na ręce i zaniósł do mojego pokoju.
- Harry założyłeś kapcie ode mnie! – zawołał Louis. Swoim krzykiem zabił Niall'a i Liam'a którzy kilka sekund później stali obok nas – Jak go do tego zmusiłaś? – spytał gdy loczek postawił mnie na ziemi.
- Dar przekonywania – odpowiedziałam i uśmiechnęłam się. Chłopcy wymienili znaczące spojrzenia i wybuchli śmiechem.
- Co? – spytałam i zmarszczyłam brwi. – Co się stało?
- To chyba nie jest dar przekonywania –mruknął Liam i chłopcy znowu zaczęli się śmiać.
Podniosłam jedną brew i zrobiłam zniesmaczona minę. Nie lubiłam gdy ktoś gadał o czymś w co nie byłam wtajemniczona i nie wyjaśniał mi o co chodzi. W końcu się uspokoili.
- To – zaczął Liam – jest straszne.
- Niby czemu? – zarumieniłam się.
- Jak mogłaś go wybrać jako najprzystojniejszego z nas?! Przecież on jest… - brunet zastanowił się.
- Kobietą! – dokończył za niego Louis. - Tak właśnie. I ogląda komedie romantyczne, i śmierdzi, i mówi przez sen, i rzadko myje zęby… - wyliczał Niall. Parsknęłam śmiechem i popatrzyłam na Harrego. Miał zmieszaną minę. - … i te jego babskie włosy.
- Nie przesadzajcie.- zaśmiał się i przytuliłam loczka.- Nie wyglądasz ani trochę jak kobieta.
Chłopcy właśnie robili dziwne miny i przewrócili oczami kiedy Niall zaczął krzyczeć.
- Co się stało? Niall? Co ci?- przestraszył się Liam.
Horan ucichł i podniósł rękę wskazując okno.
Wszyscy wpatrywaliśmy się w niego przestraszeni.
- Niall co się stało?- zapytał zestresowany Lou.
- Listonosz przyszedł.- oznajmił Horan uśmiechając się szeroko.
Wszyscy odetchneliśmy z ulgą.
Lou wyszedł z domu i wrócił z kubą listów.
- Od fanki, od fanki, bank, od fanki, podatek, reklamówka... o i coś dla nas!
- Co?- zapytał Niall.
- W nagrodę za to że nas przestraszyłeś możesz przeczytać.- zgodził się Harry.
Blondasek wyrwał Tomlinsonowi list, rozerwał kopertę i zaczął czytać.
- I co?- zapytał ciekawy loczek.
- Idziem za tydzień na ślub mojej kuzynki...
- Super!- ucieszył się Liam.
- Jeszcze nie skończyłem...- oznajmił niby zły Nialler.
- To co tam jeszcze pisze?- zapytałam żeby go udobruchać.
- Że możemy wziąść że sobą osoby towarzyszące.
- To jeszcze lepiej!- ucieszyła się.
Zayn wstał z podłogi na której siedział i ruszył do wyjścia na balkon.
- Gdzie idziesz?- zapytał Lou.
- Na papierosa.- odparł.
Odepchnęłam się od ściany.
- Ją też idę.
Weszłaś na schody i zeszłym na parter właśnie kiedy mijałam wejście do salonu poczułam że ktoś chwyta mnie za nadgarstek. Odwróciłem się i zoaczyłam Harrego.
- Co się stało?- zapytałam.
Hazza położył mi ręce na ramionach a ja oparłam się o ścianę.
- Bo wiesz...
- Nie nie wiem.
- Tak sobie myślę może poszlibyśmy  razem na to wesele.
- Okay.
Harry zaczął zbliżać swoją twarz do mojej już właściwie miał mnie pocałować kiedy usłyszeliśmy chrząknięcie.

wtorek, 23 września 2014

Summer Love part 5 "Nie patrz"

- Louis! Wychodzę!- krzyknęłam w głąb domu.
Usłyszałam tupot nóg a po chwili stanął przede mną Lou z poważną miną co u niego było bardzo rzadkie. Właściwie to to zjawisko można było zaobserwować na jego twarzy tak często jak moją mamę ubraną w spódnicę. Czyli prawie nigdy. A to oznaczało tylko jedno zanosiło się na przesłuchanie.
- Dobrze ale pod jednym warunkiem.- oznajmił.
- Jaki znowu warunek?- zapytałam zirytowana.
- Odpowiedz mi na dwa pytania.- powiedział.
Westchnęłam zrezygnowana i zrobiłam krok w jego stronę. Wiedziałam że właśnie na to się zanosi. A teraz jeszcze jak się okaże że idę na tą pełno randkę to zamknie mine w pokoju i wypuści dopiero za miesiąc kiedy dawno zapomni za co mnie tam zamknął. Albo jeszcze lepiej odeśle do domu pod pretekstem tego że latam za chłopakami a on nie chce kolejnej ciąży na jego zmianie.
- Okay.
- Number jeden. Z kim idziesz się spotkać?
- Z Michael'em. Moim znajomym.- powiedziałam. Nagle mnie olśniło. Zaczęłam grzebać w torebce i wzięłam zdjęcie podpisane przez 4/5 One Direction. Wyciągnęła je i market w jego stronę.- Podpiszesz?
- Jasne.
Louis złożył swój autograf i oddał mi zdjęcie.
- Proszę.- powiedział.- A teraz drugie pytanie.
- Dobra tylko szybko bo się spóźnię.
- Czy to ten sam chłopak który wypieprzył cię tak że teraz chodzisz jak kaczka?
- Z nikim się nie pieprzyłam!
- To czemu tak chodzisz?
- Bo upadłam na tyłek!
- Ta jasne. Lottie też się tak tłumaczyła mamie po pierwszym razie. - Ale to Lottie nie ja!
- Dobra Muffie wierzę ci. Ale mam do ciebie prośbę.
- Tak?
- Jakby się coś działo to mów mi. Okay?
- Jasne.

Już pięć minut spóźniona weszłaś do kawiarenki i podeszłym do blondyna.
- Przepraszam za spóźnienie Lele.
- Nic się nie stanało.- uśmiechnął się chłopak.
- Właśnie że stało.
- Co?
- Kuzyn zorganizował mi przesłuchanie.
- Dlaczego?
- Wiesz całą moja rodzina jest przewrażliwiona na punkcie moich spotkań z chłopakami, imprez i takich tam rzeczy. A to tylko dlaczego że moja siostra w wieku 19 lat zaszła w ciążę. I teraz wszyscy się boją że że mną będzie tak samo.
- Czyli nie lubią kiedy się spotykasz z przedstawicielami płuci przeciwnej?
- Dla mnie to nic nie znaczy i dla ciebie też nie powinno.
- Wiem. Ale może spotkamy się potajemnie jutro?
- Okay.

Całą spocona po godzinnym joging'u dokonywała ostatnią prostą do domu. Kilka metrów za mną sypał Lou.
- Boże nie wiem jakim cudem masz lepszą kondycję ode mnie.
- To nie żaden cud tylko trening.
- To od kiedy tak "trenujesz"? Nigdy nie widziałem żebyś biegała.
- Od dwóch lat.
- Nie no poddaję się. Mnie i mojej kondycji ostatnio nie układa się w związku.
- To smutne.
- Wiem to. Rozpaczam codziennie.
Nacisnęłam klamkę i weszliśmy do domu. Kiedy tylko przekroczyliśmy próg Lou walnął się na podłogę.
- Już nie wstaję.- oznajmił. Po chwili leżenia z zamkniętymi oczami podniósł się na łokciach.- Harry! Kochanie!
Do holu wbiegł Hazza.
- Tak skarbie?- zapytał słodkim głosem.
- Zanieś mnie na kanapę. Proooooszę.
- Obawiam się że jesteś za ciężki.
- No nic.- Lou westchnął zrezygnowany.- A ty Muffie lepiej idź się  umyć.

Stojąc na ręczniku przed wanną pozbyłam się wszystkich ubrań. Nagle usłyszałam głos Harrego.
- Za 5 sekund wchodzę! 5, 4, 3, 2, 1.
Jedyne co zdążyłaś zrobić to zawiązać sobie ręcznik  tak że tworzył coś w rodzaju sukienki którą i tak musiałam podtrzymywać aby nie spadła. Do łazienki wszedł Harry.
- Louis kazał mi pokazać ci jak włączyć opcję masażu.
- Naprawdę nie trzeba było.
- Kazał to przyszedłem.
Harry pochylił się nad brzegiem wanny i zaczął coś majstrować przy korkach.
- Widzisz tak się ustawia masaż.- oznajmił a ją niby że zrozumieniem kiwnęłam głową.
A potem wszystko działo się jakby w zwolnionym tempie. Harry wyprostował się i zrobił krok prosto w kałużę wody. Poślizgnął się a ją chcąc go ratować wyciągnęła ręce tym samym pozwalając mojemu ręczniki spokojnie opaść na ziemię.
Zaczęłam płodnosić ręcznik ale i tak wiedziałam że Harry spokojnie zdążył przyjrzeć się mojemu nagiemu ciału.
- Nie patrz.-  powiedziałam.
Harry zamknął oczy a ja okryłam się ręcznikiem. W tym czasie Hazza podniósł się z ziemi i ruszył ku drzwiami łazienki.
- Przepraszam.- powiedział wychodząc z pomieszczenia.

wtorek, 16 września 2014

Summer Love part 4 " Jakby cię ktoś nieźle wypieprzył"

Biegłam ulicami Londynu a ludzie odlądali się za mną jak bym była jakąś wariatką, chociaż wcale nią nie byłam. Przecież to normalne że ktoś zareaguje na coś wybuchowo. Zwłaszcza jeżeli całkiem obcy facet się na ciebie rzuci. Co nie jest ani trochę normalne. Prawda? Ale mniejsza o to czy ja byłam normalna. Bo to jest pewne. Jeżeli on rzucał się na dziewczynę która nic mu nie zrobiła to raczej nie był do końca normalny. Może i był czyms wzburzony ale czy nie lepiej żeby poszedł sobie powdychać tą swoją nikotynę i poniszczyć sobie płuca co doprowadzi go do zadyszki podczas zabawy z dzieckiem w wieku 30 lat oraz raka płuc w wieku 50 lat.
W końcu dobiegłam do parku i usiadłam na ławce.
- Zgubiłaś się?- usłyszałam czyjś głos.
Spojrzałam do góry i zobaczyłam całkiem przystojnego blondyna.
- Jak masz na imię?- zapytał ponownie chłopak.
- Muffie.- odpowiedziałam lekko zdziwiona że ktokolwiek na mnie zwrócił uwagę.
- Michael ale przyjaciele mówią na mnie Lele.- podał mi dłoń.- Mogę?- wskazał na miejsce obok mnie.
- Jasne.
Chłopak usiadł obok mnie.
- To co zgubiłaś się?
- Można by tak powiedzieć.
- Co to znaczy?
- Wkórzył mnie kumpel mojego kuzyna i wybiegłam z domu a teraz nie wiem gdzie jestem. Więc tak zgubiłam się.
- Musi być serio okropny skoro jest nie miły dla tak wspaniałej dziewczyny. Ja bym tak nigdy nie zrobił.
- Jest całkiem spoko. Lubiłabym go gdyby nie to że się na mnie uwziął. Właściwie to wszystkie dziewczyny go uwielbiają a chłopcy uważają za wzór do naśladowania. Na pewno go kojarzysz.
- Tak?
- Zayn Malik?
- Jeżeli to jest kumpel twojego kuzyna  to kim jest twój kuzyn? Justinem Bieberem?- zaśmiał się Lele.
- Louis Tomlinson.- uśmiechnęło się i zadrżałam z zimna.
- Zimno ci?- zapytał.
- Nie.
- Ta jasne.- pokręcił głową. Zdjął bluzę i zarzucił mi ją na ramiona.
- Wiesz gdzie mieszka One Direction?- zapytałam. 
- Jasne. Moja siostra tam ciągle koczuje. Jest ich mega fanką.
- Mam pomysł. To może spotkamy się jutro a ją załatwię jej ich autografy.
- Super!
- To jak ma na imię?
- Melanie. To gdzie się spotkamy? Może w kafejce niedaleko twojego domu?
- A gdzie jest mój dom?
- Na Sloane Street. A dom już rozpoznasz.
- Ok to do zobaczenia.- wstałam i zaczęłam zdejmować bluzę.
- Zatrzymaj. Oddasz mi jutro. A i jeszcze jedno. Musisz iść prosto na skrzyżowaniu w prawo, potem w lewo i znowu prosto. No a potem jesteś już w domu!
- Pa.- powiedziałam i ruszyłem we wskazanym kierunku.

Szłam już dłuższą chwilę i właściwie widziałam już dom kiedy nagle usłyszałam głośne wycie silnika. Po chwili z za zakrętu z zawrotną prędkością wyjechało czarne BMW a zaraz potem następne. Kiedy miało mnie pierwsze przystanęłam i pokazałem kierowcy środkowy palec. Kiedy już miałam iść dalej drugi samochód wjechał w kałużę obok mnie a na mnie opadły kaskady wody.
- Co za debil?!- powiedziałam i ruszyłam w stronę domu.
Kiedy wyszłam do środka do holu wpadł Lou.
- Boże Muffie tak się martwiłem!- powiedział i chciał mnie przytulić.
- Louis nie!- uprzedziła go.- Ktokolwiek mnie teraz dotknie padnie trupem więc lepiej mnie nie dotykaj.
- Ok, ok. Leć do pokoju się przebrać.
Ruszyłam do swojego pokoju zostawiając za sobą małe kałuże wody. Niestety prawie na samej górze schodów wymyśliłam się.
- Ała!- jęknęłam.
- Co się dzieje?- ze swojej sypialni wyszedł Harry. Kiedy mnie zobaczył od razu do mnie podbiegł i zaczął pomagać stanąć na nogi.
- Ała ale to bolało...
- Pomasować?- zapytał Hazza.
Popatrzyłaś na niego zdziwiona.
- Nie dzięki.
- Na pewno? 
- Tak!
- Ale pamiętaj że moja propozycja jest długo terminowa.
- Okay postaram się zapamiętać.- uśmiechnęło się krzywo i łączymy krokiem ruszyłam do sypialni.
- Jak wytłumaczysz Louis'owi to że chodzisz tak jakby cię ktoś nieźle wypieprzył?
- Tego jeszcze nie wiem.       

wtorek, 9 września 2014

Summer Love part 3 "Nie możesz się w niej zakochać"

- Czemu?- zapytałam Malika.
- Jeszcze się tego dowiesz. I to całkiem niedługo a wtedy będzie za późno żeby wyjechać. Gorzko wtedy porzałujesz swojej decyzji. A ja ci tylko dobrze radzę.- odpowiedział chłopak.
- Nie zrobię tego z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego że całe dwa lata musiałam słuchać o tym że muszę być odpowiedzialna i z tego tytułu się ograniczać. Po drugie nie wyjadę bo nie mogę ci dać satysfakcji z tego że wygrałeś.- syknęłam.
Zayn puścił moje ramię a ja potarłam obolałe miejsce.
- Jeszcze tego pożałujesz.- powiedział i wyszedł z pokoju.
Opadłam na łóżko a po moim policzku potoczyły się łzy. Dlaczego kurwa on mi grozi? Co ja mu zrobiłam? Nie wiem. Po prostu na dwa miesiące pojawiłam się w jego życiu.  Nic poza tym no może trochę w jego życiu namieszała moja siostra. Byli razem bardzo blisko. Po tym jak zaszła w ciążę tata oskarżał go o to że zrobił Jesy dziecko a potem się nawet do tego nie chciała przyznać. Ale co ją mam z tym wspólnego? Tak naprawdę nic. Za to to co powiedziałam mu jest prawdą. Przez ponad dwa lata byłam pilnowana w obawie przed tym że popełnię te same błędy co moja siostra. Ale ją taką nie jestem. Zawsze to ona była ta idealna. Same 6 i zawsze wzorowe zachowanie. Nigdy nie piła nie paliła. A potem nagle bum i dziecko. Nie żebym miała coś do Will'a. Jest super. Nie mogłam sobie wymarzyć lepszego bratanka. Ale teraz to ja jestem ta lepsza. Właściwie to oficjalną wersja głosi że to dziecko mamy. Pewnie zastanawiali się jak ukryć ciążę w tak małej miejscowości jak Cave Creek. Mieszkaliśmy przez 9 miesięcy w Phiniks. 
Oparłam głowę o wielką poduszkę którą jeszcze przez chwilę moczyłam łzami. Potem one wyschły a ją popłynęła w bezpieczne ramiona Maryfeusza.

Oczami Zayn'a
Oparłem się plecami o drzwi do mojego pokoju.
- Malik co ty robisz?- zapytałem sam siebie pocierając czoło.- Chcesz żeby to skończyło się tak samo jak wtedy?
Nagle stanął przyje mną Louis.
- Hej Zayn ty płaczesz?- zapytał kładąc mi rękę na ramieniu.
- Nie.- Oparłem docierając łzę i kierując się  w stronę schodów.
- Gdzie idziesz?- zatrzymał mnie Lou.
- Na taras. Zapalić.- odpowiedziałem.
Wybiegłem do ogrodu i musiałem na brzegu tarasu. Wyciągnąłem z kieszeni papierosa, zapaliłem i już po chwili mogłem się zaciągnąć nikotyną która jak zawsze okazała się idealnym lekiem na zszarpane nerwy.
Zayn co ty robisz? Nie możesz sobie pozwolić na popełnienie tego samego błędu. Uczymy się błędach. To tyczy się każdego mnie też. Jeżeli popełnienisz ten sam błąd poniesiemy te same konsekwencje. Ale co to zmienia? Dużo. Do takiego debiau jak ją żaden argument nie przemawia. Tak są podobne i co z tego? To tak jak bym zobaczył moją prawdziwą miło tylko o kilka lat młodszą. Ale ile to kilka lat? A właściwie dwa. Harry był z 15 lat starszą kobietą. W sumie zrobił się niezły skandal. Ale Muffie jest inna niż Ona. Młodsza, mniej doświadczone no i wogóle inna. Kiedy poraża pierwszy zobaczyłem moją prawdziwą miłość była nieśmiała a Muffie nie boi się mi postawić.
Ona jest jaka wojowniczką. Musi postawić na swoim. Nie wyjedzie bo to da mi satysfakcję. Ale mnie jarają takie dziewczyny. Stop! Zayn nie możesz się w niej zakochać jak w ...

Oczami Muffie
Obudził mnie dźwięk klaksonu. Otworzyła oczy, wszystkie rzeczy które jeszcze wczoraj leżały na podłodze był teraz ładnie ułożone. Przekręciłam się na drugi bok i zobaczyłam że koło mnie leży karteczka. Zaczęłam czytać.
"Tak słodko spałaś,
 nie miałem serca cię
budzić na śniadanie. My
z chłopakami 
pojechaliśmy na wywiad.
Wrócimy o 13:00. 
Zjedz śniadanie."
Spojrzałem na zegarek. Boże już 11:30.

*** 1,5 później ***
Właśnie sprzątałm kuchnię kiedy usłyszałam dźwięk otwiernych drzwi i śmiech Niall'a.
- Muffie! Gdzie jesteś!?- krzyknął Lou w głąb domu.
- W kuchni!- odkrzyknęłam.
Po chwili do pomieszczenia wszedł mój kuzyn.
- Przepraszam.- powiedział.
Spojrzałam na niego zaskoczona.
- Za co?
- Przyjechałaś do nas wczoraj i od tego czasu spędziłem z tobą może 5 minut.- Tommo posmutniał.
Wtuliłam się w jego tors.
- Lou nie martw się jestem dużą dziewczynką i mogę chwilę być sama a ty popracować.
Louis pocałował mnie w czoło.
- Mimo że jesteś dużą będzie miał na pieńku ze mną każdy kto cię skrzywdzić.
- Lou puściły mnie na chwilę? Mam dla ciebie prezent w walizce.
Tommo mnie puścił a ją pobiegłam do sypialni. W pokoju wywaliłam się gdyż stanęłam na grzebieniu.
- Kurwa mać!- jęknęłam masując ocalałe miejsce.
- Damy nie przeklinają.- odezwał się znajomy głos.
Odwróciłam się i zobaczyłam Zayn'a.
- Ją tu nie widzę żadnych dam.- warknęłam.
- Właśnie widzę.- uśmiechnął się.- To co namyśliłaś się w sprawie wyjazdu?
- Kurwa wypchaj się z tym swoim wyjazdem!- krzyknęłaś i wybiegłam z domu. 

wtorek, 2 września 2014

Summer Love part 2 "Zawsze jesteś taki miły?"

- Co!? - zapytałam przerażona.
Lubiłam ich. To prawda. Ale nie chciałam z nimi mieszkać. Cały czas bym się bała że Louis coś powie i potem będą mnie uważać za jakieś nie wiadomo co. Z resztą mimo że to One Direction to cały czas są to chłopcy i mają po te 20 kilka lat. A kto chciałby mieszkać z obcymi chłopakami w takim wieku? Szczeże nie wiem.
- Nie martw się oni nie gryzą.- powiedział Lou z troską w oczach.
- O to się nie martwię.- odparłam chociaż z tymi debilami nic nie wiadomo.- Louis a co jeśli oni mnie nie polubią?
- Ciebie nie da się nie lubić.- Tommo pogłaskał mnie po głowie.- Jesteś perfekcyjna.
Ta jasne. Wszyscy mnie lubią. Ale jakoś w mojej szkole chyba żaden fajny chłopaka mnie nie lubi. I to tylko dlatego że gdy miałam 12 lat pocałowałam dziewczynę. I od tego czasu krążą plotki o tym że jestem homo. A przecież według ludzi którzy mają urodę zamiast mózgu (coś za coś ) to się myśli że to że ktoś jest homo znaczy że jest dziwakiem.
- Jak chcesz kogoś idealnego to kup sobie lalkę Barbie.- pokazałam mu język.
- Dobre Muffie, dobre.- uśmiechnął się Lou.- Ale oni są twoimi idolami.
- No tak ale...
- Nie ma żadnego ale!
- ... ale co jeśli mnie nie polubią?!
- Spokojna głowa. Oni chyba lubią wszystkich. No może oprócz chłopaków naszych fanek. Ale to co innego.- Tommo wskazał na samochód do którego przeszliśmy.- To co jedziemy?
- Tak odpowiedziałem i dzielnie wsiadła do samochodu.
Droga ciągnęła się w nieskończoność. Ale w końcu to Londyn. Wielkie miasto prawie zawsze zakorkowane. Jednak z każdą minutą jazdy założyliśmy się do celu. Jak ja się nie mogłam doczekać tych wakacji. Pierwszy raz wyjeżdżałam na tak długo tak daleko od domu. Ale właśnie to w tym było cudowne. Rodzice nie będą mi siedzieć na głowie i nakazywać wyjść do klubów ze strachu że ich druga córka skończy jako młoda matka, która nawet nie zna ojca swojego dziecka. Ja wcale nie chcę skończć tak jak Jesy. Bo kto chciałby zostać matką w wieku 20 lat i stracić najlepsze lata swojego życia? Nie wiem. A tak zapomniałem wam powiedzieć według prawa USA nie mogłam jeszcze chodzić do klubów ale ma się te znajomości. Brat mojego kumpla zajmuje się podrabianie dokumentów.  

W końcu zatrzymaliśmy się pod dużą, białą willą. Lou zabrał moje bazarze z samochodu i weszliśmy do środka.
- Chłopcy jesteśmy!- krzyknął Tommo w głąb domu, stawiając walizki pod ścianą.
Jak na zawołanie całą czwórka stawiła się w holu.
- To jest Muffie. Pewnie już o niej słyszeliście jak mówiłem że moja kuzynka do nas przyjedzie.- Przedstawił mnie Louis a chłopcy uśmiechnęło się do mnie przyjaźnie.
- Ja jestem Harry ale możesz mówić na mnie Hazza, Harold albo Loczek.- przedstawił się chłopak.- To jest...
- Nie musisz.- przerwał mu mój kuzyn.- Jest naszą wielką fanką.- dodał po chwili dumnie.
- Naprawdę?- zapytał Liam podnosząc do góry brwi.- A no tak.- machnął ręką po chwili namysłu- Każdy w jego rodzinie jest Directioner. Mamy sobie coś.
- Wcale nie.- zaprzeczyłam.- Will nazywa was lalusiami z Deszczolandii.
- Kto to Will?- zapytał Zayn.
- Mój dwóletni siostrzeniec. Syn mojej siostry Jesy.- wyjaśniłam.
- To prawda.- potwierdził Lou.- Ale ona jest wielką fanką. Kiedyś latała po domu i mówiła "Boże Harry jak ją cie kocham. Czemu się jeszcze nie poznaliśmy?".- rzuciłam mu mordercę spojrzenie ale on i tak kontynuował.- A innym razem chciała kupić Lamborghini ale jej tata wybił jej to z głowy. A potem przez cały dzień chodziła i mówiła "Od dziś przechodzę na marchewki." chociaż ich nienawidzi.
- Lou nie gadam z tobą.- powiedziałam.
- Muffie ale to prawda...
- Jak jeszcze coś powiesz to...- zagroziłam mu.
- Niech mówi.- zaśmiał się Niall.
- Więc na czym to ją skończyłem...- zamyślił się Louis.- Już wiem! Kiedyś wyrzuciła wszystkie łyżki i chodziła gderając " O fu! Jak można jeść tym obrzydlistwem.". A jeszcze potem za swoje oszczędności kupiła tonę jedzenia i wysłała  je Niall'owi.
- To znaczy że mamy do czynienia z naprawdę ogromną fanką.- powiedział Harry.
- Phi.- prychnął Zayn.
- Chcesz zobaczyć swój pokój?- zapytał Liam.
- Jasne.- kiwnęłam głową i uśmiechnęło się.
- To chdź zaprowadzę cię.

Brunet chwycił moją walizkę i ruszyliśmy na piętro a on przy okazji wyjaśniał mi rozkład domu.
- To jest salon.- Payne wskazał na wielkie pomieszczenie z kanapą i plamą, którego jedna ścian była zawieszona zdjęciami chłopaków.
Szliśmy długim korytarzem i mijaliśmy kuchnię, łazienkę, mini spa, sypialnie Niall'a, Louis'a, Harrego a potem Zayn'a.
- O a tu jest mój pokój!- oznajmił Liam.- Na przeciwko jest twój więc jak będziesz czegoś potrzebować to śmiało mów.
- Zawsze jesteś taki miły?- zapytałam.
- Tylko we wtorki i w stosunku do ładnych pań.- uśmiechnął się Payne.
- A tutaj mamy doczynienia z pierwszym czy drugim powodem?
- Dzisiaj mamy wtorek.- pocałował mnie w policzek i dobiegł cały w skowronkach.

Uśmiechnęło się pod nosem i kręcąc głową weszła do mojej sypialni. Była idealna! Na środku stało małżeńskie łóżko. Pod ścianą wielka szafa koło której leżał perskiej dywan. Położyła walizkę koło szafy i zaczęłam z niej wyciągać ubrania. Nagle usłyszałam dzwonek mojego telefonu. Odebrałam.
- Cześć córuś!- usłyszałam radosny głos mojej mamy.- Jak tam? Doleciałaś?
- Tak. Lou odebrał mnie z lotniska a teraz się rozpakowuję.
- A mieszkacie sami czy z resztą zespołu?
- Niestety z resztą.
- Czemu przecież ich uwielbiasz?
- Tylko że Louis na wstępie opowiedział im wptaki z nimi związane. Mamo wiesz muszę już kończyć.
- To pa!
Już miałam wrócić do poprzedniej czynności kiedy usłyszałam pukanie do drzwi.
- Proszę!- zawołałam.
Do pokoju wszedł Zayn i zanim zdążyłam cokolwiek zrobić przyciągnął mnie do ściany.
- Lepiej wracają do domu bo gorzko tego porzałujesz.- warknął.- Nie kasujesz do nas i dobrze o tym wiesz.