- Co!? - zapytałam przerażona.
Lubiłam ich. To prawda. Ale nie chciałam z nimi mieszkać. Cały czas bym się bała że Louis coś powie i potem będą mnie uważać za jakieś nie wiadomo co. Z resztą mimo że to One Direction to cały czas są to chłopcy i mają po te 20 kilka lat. A kto chciałby mieszkać z obcymi chłopakami w takim wieku? Szczeże nie wiem.
- Nie martw się oni nie gryzą.- powiedział Lou z troską w oczach.
- O to się nie martwię.- odparłam chociaż z tymi debilami nic nie wiadomo.- Louis a co jeśli oni mnie nie polubią?
- Ciebie nie da się nie lubić.- Tommo pogłaskał mnie po głowie.- Jesteś perfekcyjna.
Ta jasne. Wszyscy mnie lubią. Ale jakoś w mojej szkole chyba żaden fajny chłopaka mnie nie lubi. I to tylko dlatego że gdy miałam 12 lat pocałowałam dziewczynę. I od tego czasu krążą plotki o tym że jestem homo. A przecież według ludzi którzy mają urodę zamiast mózgu (coś za coś ) to się myśli że to że ktoś jest homo znaczy że jest dziwakiem.
- Jak chcesz kogoś idealnego to kup sobie lalkę Barbie.- pokazałam mu język.
- Dobre Muffie, dobre.- uśmiechnął się Lou.- Ale oni są twoimi idolami.
- No tak ale...
- Nie ma żadnego ale!
- ... ale co jeśli mnie nie polubią?!
- Spokojna głowa. Oni chyba lubią wszystkich. No może oprócz chłopaków naszych fanek. Ale to co innego.- Tommo wskazał na samochód do którego przeszliśmy.- To co jedziemy?
- Tak odpowiedziałem i dzielnie wsiadła do samochodu.
Droga ciągnęła się w nieskończoność. Ale w końcu to Londyn. Wielkie miasto prawie zawsze zakorkowane. Jednak z każdą minutą jazdy założyliśmy się do celu. Jak ja się nie mogłam doczekać tych wakacji. Pierwszy raz wyjeżdżałam na tak długo tak daleko od domu. Ale właśnie to w tym było cudowne. Rodzice nie będą mi siedzieć na głowie i nakazywać wyjść do klubów ze strachu że ich druga córka skończy jako młoda matka, która nawet nie zna ojca swojego dziecka. Ja wcale nie chcę skończć tak jak Jesy. Bo kto chciałby zostać matką w wieku 20 lat i stracić najlepsze lata swojego życia? Nie wiem. A tak zapomniałem wam powiedzieć według prawa USA nie mogłam jeszcze chodzić do klubów ale ma się te znajomości. Brat mojego kumpla zajmuje się podrabianie dokumentów.
W końcu zatrzymaliśmy się pod dużą, białą willą. Lou zabrał moje bazarze z samochodu i weszliśmy do środka.
- Chłopcy jesteśmy!- krzyknął Tommo w głąb domu, stawiając walizki pod ścianą.
Jak na zawołanie całą czwórka stawiła się w holu.
- To jest Muffie. Pewnie już o niej słyszeliście jak mówiłem że moja kuzynka do nas przyjedzie.- Przedstawił mnie Louis a chłopcy uśmiechnęło się do mnie przyjaźnie.
- Ja jestem Harry ale możesz mówić na mnie Hazza, Harold albo Loczek.- przedstawił się chłopak.- To jest...
- Nie musisz.- przerwał mu mój kuzyn.- Jest naszą wielką fanką.- dodał po chwili dumnie.
- Naprawdę?- zapytał Liam podnosząc do góry brwi.- A no tak.- machnął ręką po chwili namysłu- Każdy w jego rodzinie jest Directioner. Mamy sobie coś.
- Wcale nie.- zaprzeczyłam.- Will nazywa was lalusiami z Deszczolandii.
- Kto to Will?- zapytał Zayn.
- Mój dwóletni siostrzeniec. Syn mojej siostry Jesy.- wyjaśniłam.
- To prawda.- potwierdził Lou.- Ale ona jest wielką fanką. Kiedyś latała po domu i mówiła "Boże Harry jak ją cie kocham. Czemu się jeszcze nie poznaliśmy?".- rzuciłam mu mordercę spojrzenie ale on i tak kontynuował.- A innym razem chciała kupić Lamborghini ale jej tata wybił jej to z głowy. A potem przez cały dzień chodziła i mówiła "Od dziś przechodzę na marchewki." chociaż ich nienawidzi.
- Lou nie gadam z tobą.- powiedziałam.
- Muffie ale to prawda...
- Jak jeszcze coś powiesz to...- zagroziłam mu.
- Niech mówi.- zaśmiał się Niall.
- Więc na czym to ją skończyłem...- zamyślił się Louis.- Już wiem! Kiedyś wyrzuciła wszystkie łyżki i chodziła gderając " O fu! Jak można jeść tym obrzydlistwem.". A jeszcze potem za swoje oszczędności kupiła tonę jedzenia i wysłała je Niall'owi.
- To znaczy że mamy do czynienia z naprawdę ogromną fanką.- powiedział Harry.
- Phi.- prychnął Zayn.
- Chcesz zobaczyć swój pokój?- zapytał Liam.
- Jasne.- kiwnęłam głową i uśmiechnęło się.
- To chdź zaprowadzę cię.
Brunet chwycił moją walizkę i ruszyliśmy na piętro a on przy okazji wyjaśniał mi rozkład domu.
- To jest salon.- Payne wskazał na wielkie pomieszczenie z kanapą i plamą, którego jedna ścian była zawieszona zdjęciami chłopaków.
Szliśmy długim korytarzem i mijaliśmy kuchnię, łazienkę, mini spa, sypialnie Niall'a, Louis'a, Harrego a potem Zayn'a.
- O a tu jest mój pokój!- oznajmił Liam.- Na przeciwko jest twój więc jak będziesz czegoś potrzebować to śmiało mów.
- Zawsze jesteś taki miły?- zapytałam.
- Tylko we wtorki i w stosunku do ładnych pań.- uśmiechnął się Payne.
- A tutaj mamy doczynienia z pierwszym czy drugim powodem?
- Dzisiaj mamy wtorek.- pocałował mnie w policzek i dobiegł cały w skowronkach.
Uśmiechnęło się pod nosem i kręcąc głową weszła do mojej sypialni. Była idealna! Na środku stało małżeńskie łóżko. Pod ścianą wielka szafa koło której leżał perskiej dywan. Położyła walizkę koło szafy i zaczęłam z niej wyciągać ubrania. Nagle usłyszałam dzwonek mojego telefonu. Odebrałam.
- Cześć córuś!- usłyszałam radosny głos mojej mamy.- Jak tam? Doleciałaś?
- Tak. Lou odebrał mnie z lotniska a teraz się rozpakowuję.
- A mieszkacie sami czy z resztą zespołu?
- Niestety z resztą.
- Czemu przecież ich uwielbiasz?
- Tylko że Louis na wstępie opowiedział im wptaki z nimi związane. Mamo wiesz muszę już kończyć.
- To pa!
Już miałam wrócić do poprzedniej czynności kiedy usłyszałam pukanie do drzwi.
- Proszę!- zawołałam.
Do pokoju wszedł Zayn i zanim zdążyłam cokolwiek zrobić przyciągnął mnie do ściany.
- Lepiej wracają do domu bo gorzko tego porzałujesz.- warknął.- Nie kasujesz do nas i dobrze o tym wiesz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz