Gwałtownie odsuneliśmy się od siebie i odwróciliśmy głowy w stronę skąd dochodził oddgłos chrząknięcia. Zobaczyliśmy Louisa, który nie powiem nie wyglądał na kogoś kto zaraz ma się popłakać ze szczęścia wręcz przeciwnie był trochę zdenerwowany. Harry zrobił krok w tył.
- To ja może sobię pójdę.- oznajmił Loczek i biegiem ruszył po schodach jak mniemam do swojej sypialni czyli azylu gdzie Lou nie mógł mu nic zrobić.
Ja też odwróciłam się na pięcie i już chcialam iść do ogrodu jednak mój kuzyn chwycił mnie za nadgarstek i tym samym nie pozwalając mi odejść.
- Muffie możemy porozmawiać?- zapytał Tommo chociaż dobrze wiedziałam że jedyna odpowiedź jaką oczekuje to odpowiedź twierdząca.
- Ok.- odparłam mając nadzieję że ta rozmowa nie będzie moją ostatnią.
Ruszyliśmy do salonu i usiedliśmy na dużej, białej kanapie.
- Wiem Muff co myślisz o tym wszystkim. Wiem że nie znosisz tego że nie chcemy żebyś spotykała się z chlopakami, chodziła na imprezy. Wiem że masz dość tych naszych gatek o odpowiedzialności. Ale to tylko i wyłącznie dla twojego dobra.
- Ale ja tego nie rozumiem po co to wszystko? Ja nie jestem Jesy, nie jestem taka jak Jesy. Więc nie popełnię błędów które popełniła ona.
- Wiem że tego nie zrobisz ale my chcemy ci w tym pomóc.
- Niszcząc mi życie?!
- Wiesz czemu nie chcę aby twoja relacja z Harrym była w znacznie bardziej zaawansowanym stadium?
- Powiedziałeś to tak jakby miłość była chorobą.
- Bo czasami właśnie nią jest. Kiedy omami nas tak że zgodzimy się na wszystko o co poprosi nas druga osoba. Kiedy nie ważne jest dla nas co mówią inni i idziemy tak gdzie chcemy z klapkami na oczach. Kiedy zamiast racjonalnie myśleć podejmójemy decyzje pod wpływem impulsu tak jak zasugeruje nam ukochana osoba. To jest już choroba.
- Ale co to ma wspólnego z Harrym?
- Harry to cudowny chłopak. Może właśnie dlatego dziewczyny zakochują się w nim na zabój, dają mu rzaczy których on nie potrzebuje a potem nawet ne będąc świadomym on łamie im serca.
- Mogę zadać ci jeszcze jedno pytanie?
- Jasne.
- Co Harry i to że czasm miłośc jest jak choroba ma wspólnego z tym że Jesy zaszła w ciążę?
- To że jest więcej osób takich jak Styles i właśnie w jednym z nich Jesy zakochała się do szaleństwa. Nie umiała mu odmówić i teraz mają dzidziusia.
- Wiesz kim jest ojciec.- stwierdziałam.
- Obiecałem obydwojgu że nikomu o tym nie powiem.
- Czy to jest ktoś kogo znam?
Lou podniósł się z kanapy i pogładził mnie po głowie.
- Ja spadam. Idę ze Stanem na piwo.- oznajmił i zmył się nie odpowieadająz na moje pytanie.
To mi się ani trochę nie podobało. On wszystko wiedział ale milczał jak grób. Wiedział co przechodzę ja, co przechodzi cała rodzina i nic nie powiedział? Może to wszystko nie było winą klubów i imprez tylko jej albo jego nie uwagi.
Właśnie tak rozmyślając wspinał się po schodach na piętro aby zamknąć się w moim pokoju i w spokoju pomyśleć jednak na mojej drodze stanął Liam który widząc moją zmartwioną minę wyraźnie się zasmucił.
- Co się stało?- zapytał.
- Nic.- odparłaś kręcąc głową.
- Nie kłam.- Payne położył mi rękę na ramieniu.- Mi możesz powiedzieć.
- Chodź do mnie do pokoju to ci opowiem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz